• Eseistyka

    Pierwsza książka Olgi Tokarczuk po Noblu. Kilka słów o „Czułym narratorze”

    Przeczytałem i bardzo dużo wyniosłem z tych esejów. Chociaż nie były to teksty, które coś dla mnie zmieniły – tzn. nie spojrzałem dzięki nim inaczej na twórczość Tokarczuk, albo nie zmieniłem sposobu patrzenia na czytanie i pisanie książek. Eseje Tokarczuk pozwoliły mi za to głębiej zanurzyć się w świat nobliski, lepiej zrozumieć źródła jej twórczości i dokładniej przyjrzeć się procesowi czytania, a przede wszystkim pisania.

    Bo jest to książka przede wszystkim o tym, jak na pisanie patrzy Tokarczuk. Ale nie jest to książka wyłącznie o pisaniu. Pierwsze eseje to raczej coś w rodzaju wprowadzenia do filozofii Olgi Tokarczuk. Noblistka wykłada w nich jak patrzy na świat. Potem jest tekst o tłumaczach. Dosyć znany, pewnie cześć z was już go czytała. Dopiero od 93 strony Tokarczuk pisze już wyłącznie o czytaniu i tworzeniu opowieści. Zwięczeniem tego zbioru jest wykład noblowski wygłoszony przed rokiem w Sztokholmie.

    Wykładu słuchałem już w 2019 roku, potem czytałem go, kiedy opublikowała Wyborcza. Teraz, kiedy czytałem go na końcu tej książki, mogłem spojrzeć jeszcze głębiej w tego treść, jeszcze lepiej zrozumieć przesłanie, a to dlatego, że wcześniejsze eseje zamieszcone w tym zbiorze bardzo dobrze przygotowują na przeczytanie tego ostatniego tekstu.

    Nie uważam jednak, że to właśnie mowa noblowski jest w tym zbiorze najlepszym i najważniejszym tekstem. Ale ten esej chyba najlepiej podsumowuje twórczość i filozofię Olgi Tokarczuk.

    Polecam tę książkę tym, którym zależy przede wszystkim na lepszym zrozumieniu tego jaki i dlaczego Tokarczuk pisze tak, jak pisze. Jeśli sami chcecie pisać lub już piszecie, warto przeczytać tę książkę, nie dlatego, że znajdziecie w niej techniczne wskazówki, jak tworzyć powieści, ale dlatego, że Tokarczuk szczegółowo tłumaczy proces twórczy, jego metafizykę i psychologię. Niewiele jest tekstów, które w ten sposób spoglądają na pisanie.

  • Literatura faktu

    Wyjątkowa książka historyczna. „Kiedy wybuchnie wojna” Majewskiego

    To wyjątkowa Książka historyczna. „Kiedy wybuchnie wojna” znalazła się tym roku w finale Nike. Jest to bardzo dobrze napisana opowieść o roku 1938.

    Wielu piszących o tej książce, a także rekomendujących ją w blurbach na okładce, zwraca uwagę na styl Majewskiego. Że czyta się niemal jak powieść. Prawda. Potwierdzam.

    Ale dla mnie równie ważna jest przeciekawa perspektywa, jaką obiera Majewski. Opowiada o roku 1938 nie z perspektywy Polski, a z punktu widzenia przede wszystkim Czechosłowacji. Taka zmiana optyki pozwala nam spojrzeć na znaną historię świeżym okiem i wiele odkryć. Polska staje się wtedy tylko jednym z wielu elementów gry ówczesnych mocarstw. I nie jest ona bohaterem pozytywnym. To raz.

    Dwa. Majewski świetnie opowiada historię za pomocą szczegółów. Trochę jak reporter. Do opisów historycznych wydarzeń bardzo sprawie dodaje trochę codziennego życia, trochę zwykłego człowieczeństwa. Dzięki temu jego opowieść nabiera rumienców. Czytamy o rokowaniach dyplomatycznych, a jednocześnie Majewski pokazuje nam pot na czołach polityków i opisuje ich strach lub rozgoryczenie. Te wszystkie szczegóły życia pomijane zwykle przez historyków u Majewskiego są i robią robotę.

    Trzy. Dzięki tej książce widzimy, jak wielowątkowa, skomplikowana i nie czarno-biała była historia i jest polityka. Jak wiele elementów oddziałowuje na proces polityczny i jak wiele z tych elementów po latach zapominamy, tworząc z historii prostą opowiastkę o bohaterach i ofiarach – jak gdybyśmy uczyli historii pokazując memy. To już taka moja reflekcja na koniec.

    Polecam czytać Majewskiego nie tylko po to, żeby dowiedzieć się, jak wyglądał rok 1938, ale także dlatego, żeby zrozumieć naszą własną porażkę w nauczaniu i uczeniu się historii.

    Majewski bardzo sprawne rysuje skomplikowany obraz układów, intryg i zagrywek dyplomatycznych. Bardzo to wszystko interesujące, chociaż muszę przyznać, że nieraz na początku gubiłem się w wątkach.

    Autor dobrze trzyma napięcie. Co jest tym bardziej trudne, że z grubsza wiemy, jak się losy Czechosłowacji, Austrii czy Polski potoczą. Czyta się tę książkę całkiem dobrze, bo nie jest to praca typowo historyczna. To opowieść przyzwoicie sfabularyzowana.

    Myslalem nad tym, czy uprawnionym byłoby napisanie, że czyta się tę książkę jak powieść. Ale dziś, kiedy jestem w połowie lektury, bliżej mi do stwierdzenia, że nie. Jednak materia w jakiej rzeźbił Majewski na to nie pozwala. Ale tak czy siak książka warta jest uwagi. Na pewno jest to jedna z lepszych książek historycznych, jakie kiedykolwiek czytałem. Zarówno że względu na treść, perspektywę jaką przyjął autor, jak i na formę.

  • Literatura faktu

    Najlepsza książka z „Suliny” w 2020 roku. „Kajś” Zbigniewa Rokity

    „Kajś” Zbigniewa Rokity to najlepsza książka z serii Sulina, jaką przeczytałem w tym roku. Od czasu „Strupa” Katarzyny Kobylarczyk nie czytałem w tej serii nic lepszego. Chociaż oczywiście nie po wszystkie wydane książki sięgnąłem.

    Jeśli podobało wam się „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk albo „Wieczny początek” o Warmii i Mazurach Beaty Szady, to w książce Zbigniewa Rokity natkniecie się kilkukrotnie na podobne wątki, ale uważam, że ta książka o Górnym Śląsku jest od wyżej wymienionych lepsza.

    Rokita nie tylko pokazuje skomplikowane dzieje Śląska, nie tylko chce nam Górny Śląsk przybliżyć, on ten Śląsk odkrywa w pewien sposób na nowo.

    Wystarczyło, że autor w opowiadaniu historii przybrał perspektywę śląskocentryczną, porzucając znaną nam ze szkoły narracje o ziemiach śląskich, które po I wojnie światowej wróciły do macierzy, i już ta opowieść zrobiła się inna, świeża, nieoczywista. Po prostu ciekawa.

    Rokita buduje swoją opowieść wokół siebie, swojej rodziny i swoich poszukiwań tożsamości. Sam pochodzi z Gliwic. Historie rodzinne przedstawia na tle historii całego Śląska. Na początku czytania bylem sceptyczny, czy uda się Rokicie efektywne opowiadanie, czy nie popadnie w sentymentalne rodzinne wspominki, ale okazało się, że taka metoda ma głęboki sens. Zmagania rodziny autora z historią i samego Rokity ze swoją tożsamością świetnie pokazują, czym był i jest dziś Śląsk.

    Sam pochodzę ze Śląska, ale dopiero dzięki książce Rokity zacząłem wyraźnie widzieć Śląsk i chyba trochę lepiej go zrozumiałem. Dlaczego dopiero teraz? „Kajś” świetnie to wyjaśnia. 🙂

    Bardzo polecam! Wszystkim. Rokita świetnie pokazuje, jak bardzo Polacy nie rozumieją Ślązaków oraz jak często sami Ślązacy mają problem ze swoją tożsamością. Czytajmy więc tę książkę od morza po Tatry.

  • Eseistyka

    Fajna mała książeczka Flannery O’Connor o pisaniu i czytaniu

    „Misterium i maniery. Pisma przygodne” Flannery O’Connor (przeł. Michał Kłobukowski) to fajna mała książeczka o pisaniu i czytaniu. Polecam zwłaszcza tym, którzy poważnie myślą o wydaniu książki. Ale każdy czytelnik literatury też znajdzie w niej wiele dla siebie.

    Jest to zbiór esejów amerykańskiej pisarki Flannery O’Connor, która dzieli się swoimi przemyśleniami na temat literatury. Najciekawsza dla mnie i chyba najobszerniejsza część tej książki to teksty skierowane do osób chcących pisać, uczestników kursów kreatywnego pisania i tych już piszących.

    Sporo sobie popodkreślałem w trakcie czytania. Wiele spostrzeżeń autorki jest niezwykle trafnych, ale z wieloma się nie zgadzam. Flannery O’Connor świetnie pokazuje problemy książkowego świata, który zmaga się z nadmiarem wydawanych książek, z nadmiarem literackiej tandety. Choć uwagi O’Connor pochodzą sprzed wielu lat i dotyczą rynku anglojęzycznego, dobrze rozumiemy je w Polsce dziś. Z drugiej strony, kiedy autorka przedstawiała swoją wizję pisania, często pojawiało się w mojej głowie duże ALE. Np. dla O’Connor najważniejszym zmysłem pisarza jest oko, dla mnie równie ważne, a może ważniejsze jest ucho.

    Takie małe rozbieżności były jednak dla mnie całkiem pobudzające. Prowokowały wewnętrzny dialog i koniec końców jestem za wywołanie tego dialogu wdzięczny.

    Chociaż czytając O’Connor nie przeżywałem wielkich olśnień, nie doświadczałem znaczących zmian perspektyw, na które zawsze liczę, czytając, to muszę przyznać, że ta książka dokonała kilku malutkich zmian w moim myśleniu o pisaniu. A więc fajnie. O to chodziło.