Marek Szymaniak Młócka

Fot. Rafał Hetman

Algorytm ziaren i plew, czyli „Młócka” Marka Szymaniaka

Marek Szymaniak wraca z nową książką, która jest ciekawsza i bardziej przygnębiająca niż jego dwa poprzedni reportaże. „Młócka” zawiera historie jak z przyszłości, chociaż wszystko, o czym przeczytamy, już tutaj jest.

Od kilku lat rzadko sięgam po reportaże. To przede wszystkim wina przesytu, jaki dopadł mnie jakiś czas temu. Poza tym ledwie raz na jakiś czas udaje mi się znaleźć historie non-fiction, które naprawdę mnie interesują. Ale, kiedy tylko usłyszałem o pomyśle autora na książkę o przyszłości pracy, od razu zacząłem mu kibicować.

Marek Szymaniak należy do tych reporterów, którzy nie próbują reagować na modne tematy, ale starają się sami rozpoznawać ważne zmiany lub zjawiska, zanim trafią do mainstreamu mediów. Szymaniak wcześniej pisał o pracy (“Urobieni” 2018), a później m.in. o problemie wyludniania się miast (“Zapaść” 2021).

Teraz (premiera reportażu 18 marca, ale już chciałem wam o nim napisać, bo jest bardzo dobry) Szymaniak wraca do tematu pracy, ale pokazuje ją z zupełnie innej perspektywy, niż w swojej pierwszej książce. “Młócka” to nie tylko bardzo dobry reportaż o tym, jak będzie wyglądać praca przyszłość (czy też, jak wygląda już dziś, bo Szymaniak pisze o współczesnych pracownikach i pracowniczkach), ale to przede wszystkim książka, która obnaża mit, że technologia wykorzystywana w biznesie pozwoli nam wszystkim pracować lżej i przyjemniej, przy tym pokazuje jak w praktyce działają mechanizmy kapitalizmu w zetknięciu z możliwościami, jakie dają nowe technologie.

Połączenie nieformalnego luzu i dyskretnego autorytaryzmu

Kim są bohaterowie „Młócki”? To na przykład pracowniczka korporacji, której każdy ruch myszki śledzi specjalne szpiegujące oprogramowanie, choć firma kusiła nowych pracowników niekorporacyjną atmosferą i luźnym dress code’em (tutaj jak ulał pasuje fraza z “Fiszek” Tomasza Bąka: “połączenie nieformalnego luzu i dyskretnego autorytaryzmu” – polecam kupić sobie ten tomik i czytać go równolegle z “Młócką”).

Szymaniak pisze o kierowcy TIR-a, który tęskni do czasów, kiedy mógł używać manualnej skrzyni biegów, bo technologie rozpychają się także w jego branży zmieniając kierowców we “wkładkę mięsną” w maszynie.

Wspomnę jeszcze o bohaterce pierwszego rozdziału, która nie ma stałej pracy, ale chwilowe zajęcia złapane za pomocą specjalnej aplikacji, poprzez którą człowiek raz trafia na jeden dzień na magazyn w hurtowni, raz na zmywak w restauracji, a potem na kilka dni w inne miejsce, żeby sortować zamówienia diety pudełkowej.

Wkładka mięsna

Czytając „Młóckę” zaznaczałem w tekście szczególnie dojmujące fragmenty i wypowiedzi bohaterów, o których pisze Szymaniak. Zestawione obok siebie, bez kontekstu i komentarza brzmią jak głosy ludzi z dystopijnego świata. Tymczasem jest to zapis codziennego doświadczenia wielu polskich pracowników i pracowniczek.

„Gdy praca odbywa się przez platformę (aplikację), nikt nie czuje się pracodawcą”, „pracodawcy w ogóle mają większe możliwości. Mogą sprawić, że pracownik dostanie bana”, „nauczyłem się sikać i srać na komendę”, „trend ku ścisłej kontroli jest jasny”, „Wszystkie te pomiary były dla naszego dobra. Tak nam mówiono”, „ufają uczciwości cyfrowych narzędzi mocniej niż ludziom”, „nie mamy zawodu, tylko portfolio umiejętności”, „technologie się rozpychają, zmieniając cię we wkładkę, w część maszyny, która na razie jest jeszcze potrzebna, ale zaraz nie będzie, więc można się z nią nie liczyć”, „Ludzie byli wściekli, bo dostawali dyżury wbrew prośbom. Algorytm miał to gdzieś, a menedżer nic nie mógł zrobić”, „monitorują na przykład bicie serca. Jeśli się okaże, że ktoś jest w permanentnym stresie, to pracodawca może zareagować, sprawdzić, jaka jest tego przyczyna, szczególnie że wydajność takiego zestresowanego pracownika spada”, „system pozwolił mu przestać kierować się sympatiami” oraz „System może analizować wiek, płeć, a nawet to, czy ktoś jest samotny albo zamężny, czy jest rodzicem. Wszystko to wie, podejmując decyzje grafikowe. Komu dać zmianę w Wigilię? Najlepiej komuś, kto nie odmówi albo nie ma wyboru, bo samemu wychowuje dzieci, a my mu zagrozimy zwolnieniem.”

To są tylko wyimki z pierwszych 81 stron. „Młócka” ma ich ponad 260.

Nierówności społeczne

Książka Szymaniaka nie jest jednak prostym narzekaniem na to, jak firmy wykorzystują nowoczesne technologie, by kosztem ludzi pracować produktywniej. To przede wszystkim opowieścć o nierównościach, które mogą zostać gwałtownie pogłębione przez rozwój technologii.

Autor pokazuje świat pracy rozrywany na dwa przeciwstawne doświadczenia. Dla jednych technologia oznacza wygodę, automatyzację i obietnicę skrócenia czasu pracy. Dla innych – utratę resztek stabilności. Urlopu, zwolnienia lekarskiego, przewidywalności dochodu. Relacje pracownicze rozpadają się tu na model samotnych jednoosobowych działalności gospodarczych, konkurujących ze sobą o najmniejsze zlecenia pojawiające się w aplikacji. Dawny pracownik staje się mikroprzedsiębiorcą bez realnej siły negocjacyjnej. Metafora młócki zawarta w tytule książki – oddzielanie ziarna od plew – jest mocna, ale wyjątkowo trafna.

Szymaniak po raz kolejny obnaża mechanizmy kapitalizmu i pokazuje, że jest on dziś hybrydą (znów sięgam do „Fiszek” Tomasza Bąka) „ultranowoczesności i tego, co archaiczne” – połączeniem nowoczesnych aplikacji i systemów oraz dobrze znanego od lat wyzysku najsłabszych uczestników rynku. Jeśli więc Bąk starał się nas przekonać w „Fiszkach”, że nie należy wierzyć w bajki o kapitale, Szymaniak poprzez opisane historie prosi przynajmniej o ostrożność wobec nowych technologii (także sztucznej inteligencji i metaversum).

Jesteś zwycięzcą

Co ważne, Szymaniak pokazuje również ambiwalencję zwycięzców. Nawet ci, którzy dzięki technologiom mogliby pracować mniej, rzadko z tej możliwości korzystają. Kapitalizm i kult nieustannego rozwoju natychmiast wypełniają odzyskany czas kolejną aktywnością — nowym projektem, startupem, dodatkową ambicją. Wygrana okazuje się więc częściowa, a obietnica wolności znów zostaje podporządkowana produktywności. Bez względu na poziom rozwoju technologicznego kult wzrostu skazuje nas na wieczną młóckę. Jak pisał Tomasz Bąk w „Fiszkach”: „Granice kapitalizmu nie są ustalone dekretem, lecz definiowane (i redefiniowane) pragmatycznie. I prowizorycznie. Obszar znajdujący się poza zasięgiem rynku we worek (np. rozgwieżdżone niebo), w środę nagle może stać się obiektem monetyzacji. Dlatego patrzę na nie tak, jakbym patrzył po raz ostatni”

Jednocześnie „Młócka” przypomina, że technologia mogłaby poprawić sytuację także tych znajdujących się najniżej w społecznej hierarchii – pracowników fizycznych, magazynierów, kierowców, kurierów. Automatyzacja mogłaby odciążyć ich pracę, zwiększyć bezpieczeństwo, ograniczyć eksploatację. Problem polega na tym, że takie rozwiązania często zwyczajnie się nie opłacają. Tańszy pozostaje człowiek. Dlatego pozytywne skutki technologicznej zmiany mogą objąć jedynie niewielki odsetek pracowników, podczas gdy reszta zostanie wciągnięta w jeszcze bardziej niestabilny model zatrudnienia.

Kto ty jesteś?

Jednym z interesujących wątków „Młócki” jest utrata tożsamości zawodowej. Szymaniak pokazuje, że praca to nie tylko źródło dochodu, lecz także sens, status i poczucie sprawczości.

Wspomniany już kierowca ciężarówki tęskniący za manualną skrzynią biegów, czyli za czasem, w którym jeszcze o czymś decydował. Automatyzacja bowiem odbiera nie tylko kompetencje, ale również autonomię, a czasem nawet elementy zawodowej dumy. Człowiek przestaje być fachowcem, staje się operatorem systemu, a ostatecznie – dodatkiem do algorytmu. Kim będziemy, kiedy będziemy pracować w metaversum?

Przyszłość Polski

W tle tych historii pojawia się szersze pytanie o gospodarczą przyszłość Polski. Model rozwoju oparty na relatywnie taniej, dobrze wykształconej sile roboczej wyczerpuje się, ale nowego wciąż nie widać. Państwo nie inwestuje wystarczająco w automatyzację, społeczeństwo obawia się migracji zarobkowej, choć przecież nie możemy zignorować nadchodzącej katastrofy demograficznej.

W tym kontekście „Młócka” staje się więc nie tylko reportażem o pracy, lecz także opowieścią o kraju stojącym u progu zmiany, na którą nie bardzo ma plan.

młocka marek szymaniak

Przyszłość w reportażu

A skoro jesteśmy przy przyszłości, chciałbym zwrócić waszą uwagę na jeszcze jeden wyróżnik tej książki – rzadką zdolność reportera do jednoczesnego opisywania tego, co jest, i ostrzegania przed tym, co dopiero stanie się oczywiste.

Reportaż książkowy z natury rzeczy bywa spóźniony wobec rzeczywistości. Potrzebuje czasu na rozmowy, dokumentację, pisanie i wydanie. Dlatego tak często przedstawia świat, który w chwili publikacji jest już przeszłością.

„Młócka” jest inna. Szymaniak nie tylko potrafił uchwycić teraźniejszość, ale dodatkowo pozwala spojrzeć w przyszłość, nie uciekając przy tym w publicystyczne dywagacje czy futurologiczne spekulacje.

Młócka opisuje świat, który już istnieje i moment przejścia między starym porządkiem a nowym, dopiero się kształtującym. Dzięki temu książka działa nie tylko jako diagnoza współczesności, lecz także jako zapis nadchodzącej zmiany. I być może właśnie to stanowi jej największą wartość.

Przeczytaj również

Zapisz się na mój newsletter

* pole wymagane

Intuit Mailchimp